wtorek, 20 grudnia 2016

0.1

Siedziałam co chwilę zerkając na ekran mojego telefonu czy aby na pewno nie przyszła żadna wiadomość.
Nie odzywał się od kilku godzin co było do niego bardzo niepodobne. Zazwyczaj, odpowiadał kilka sekund po tym jak dostał ode mnie wiadomość.
Ciemność która panowała w pokoju pobudziła moje zdenerwowanie. Tak, byłam dziewczyną w gorącej wodzie kąpaną. Chwyciłam za butelkę z winem, które drogą swoją położyłam kilka dni temu przy łóżku.
Przyłożyłam gwint do ust i wzięłam spory łyk. Tak, zdecydowanie tego było mi trzeba.
Ciekawe co ten cholerny chłopak robi. Myśl o tym że traci czas na coś bezużytego bardzo mocno mnie denerwowała, więc dość regularnie popijałam z butelki porządne łyki. Diabeł by go wziął.
Zerknęłam po raz kolejny na wyświetlacz ekranu - nic. Podniosłam butelkę po raz kolejny i przyłożyłam do ust, przechylając aby poczuć lekko kwaśny smak wina. Niestety, nic takiego się nie stało. Rzuciłam butelkę obok stosu różnych butelek, nie bardzo interesując się tym czy się rozbije. Wstałam z fotela i przeszukałam kieszenie. Jest.
Szybko ubrałam kurtkę i wybiegłam z pokoju, nawet nie krępując się aby przywitać się z osobnikami w tym domu. Trzasnęłam drzwi i truchtem biegłam w stronę najbliższego sklepu. Na szczęście mieszkam blisko supermarketu. Weszłam zamachana do sklepu i nałożyłam kaptur na głowę. Nie trudząc się na żadne poszukiwania wymyślonej rzeczy bez skrępowania podeszłam do działu z alkoholami. Wyjęłam pieniądze z kieszeni. 70 baksów i kilka drobnych. Uśmiechnęłam się. Hellow, okupię się na dobre trzy dni.
Wzięłam trzy wina, oczywiście uprzednio sprawdzając datę aby było jak najmocniejsze. Sięgnęłam jeszcze po moją ulubioną wódkę, która była, proszę was bardzo na promocji. Wzięłam bez zastanowienia trzy butelki i ruszyłam do kasy.
- Oh, Sevens. - Mruknął dobrze znany mi kasjer. Spojrzałam na niego i krzywo się uśmiechnęłam.
- Jack.- Rzuciłam z nutką rozbawienia w głosie i oparłam się o ladę sprzedawcy.
- Co za miłe spotkanie. Jak życie?- Spojrzał w tym samym na moje zakupy. Ironicznie się zaśmiałam.
- Dobrze, chyba lepiej niż takie za kasą...- Buknęłam i wstałam. Na szczęście nabił już rachunek. Świetnie, wyszło prawie 50 basków. Rzuciłam nimi i wyszłam śmiejąc się w niebiosy  ze sklepu.
Szybko znalałam się w swoim pokoju od razu zamykając drzwi i w miarę ostrożnie położyłam moje małe zakupy. Wzięłam jedno wino i usiadłam na fotelu, który znajdował się naprzeciwko 3 okien, połączonych ze sobą na tz. trapezie. Otworzyłam sprawnie wino i rzuciłam korkiem gdzieś na podłogę.
Przypomniałam sobie o diable i chwyciłam telefon do ręki.
Od: 874 267 000*
Mam nadzieje ze sie nie gniewasz 
Ależ skądże. Upiłam spory łyk i wzięłam się za pisanie.
Do: 874 267 000
Masz dokaldnie 8 min zeby tu przyjść :) 
Odłożyłam telefon i postanowiłam trochę się ogarnąć, przecież nie mogę go odstraszyć.
Nie zajęło mi to zbyt wiele, ponieważ jedyne co to musiałam przeczesać włosy i zmienić spodnie. Szybko ogarnęłam pokój, równo z pukaniem do drzwi usiadłam na fotelu i opatuliłam się kocem. Sięgnęłam po butelkę i zaczęłam pić.
Słysząc otwierające się drzwi, które wcześniej musiałam odkluczyć zostały lekko przymknięte i zamknięte po raz enty.
Nie siłowałam się na odwrócenie. Kilka sekund poczułam usta muskające moją szyję. Nie przestałam dalej pić. Usiadł na "ławce" pod oknem.
- Co się dzieje? - Spytał speszony. Rzuciłam pustą butelkę na środek pokoju, która niestety się rozbiła.
- Nic - odpowiedziałam spokojnie - już nie można poprosić o spotkanie? - Zapytałam z ironią w głosie.
- Jasne...- Rzucił. Wyjął w kieszeni paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Włożył jednego papierosa między wargi i odpalił go.
Fuknęłam i sięgnęłam po metalowe pudełko które leżało na parapecie. Chłopak od razu podał mi swoją zapalniczkę.
Wyjęłam skręta i umieściłam go rownież miedzy wargami, chociaż miałam zwyczaj odpalać skręta zanim włożyłam go do buzi.
Zaciągnęłam się kilka razy i odchyliłam głowę nadal się zaciągając.
Siedzieliśmy w ciszy, paląc. Niby nie czułam się skrępowana, nie gadaliśmy dużo, bardziej przykładałam wagę do pisania SMS czy wiadomości.
- Zgaduję że dziś musimy jechać?- Mruknął oschle zgniatając końcówkę o parapet. Rzucił pet na parapet i wygodniej się usadowił.
-Bingo.- Westchnęłam wesoło. Niby zioło nie działało na mnie tak bardzo jak kiedyś, mimo tego nadal dawało mi trochę szczęścia i relaksu. Lek na wszystko. - Mamy trzy godziny żeby pojawić się w Phonex. - Wzięłam ostatnie buchy po czym go zgasiłam i rzuciłam obok fotela. Wstałam z fotela i usiadłam chłopakowi na kolanach. - Ale mamy trochę czasu...-Powiedziałam ostro drapiąc jego plecy.
***
- Myślisz że to coś grubszego?- Spytałam. Całą drogę był nieobecny, co było bardzo dziwne. Nigdy nie widziałam go w takim wydaniu. Zdjęłam swoje spodnie i położyłam swoje nogi na jego kolanach. Jego ręka momentalnie pojawiła się lekko za kolanem.
- Pewnie tak. - Mruknął. Oparł swoją głowę o zagłówek, na chwilę odrywając rękę od kierownicy aby przetrzeć swoje oczy.
Zdjęłam nogi jego kolan. W miarę możliwości położyłam je na deskę. Z boku drzwi wyjęłam ledwo żyjącego skręta i sprawnie go odpaliłam. Paliłam w spokoju póki samochód z tylu nie zaczął na nas trąbić. Odsunęłam szybę i pokazałam mu środkowy palec, na co po raz kolejny uruchomił klakson. Frajer.
-Powiedz, czemu jestem tu teraz właśnie z tobą? - Justin zaśmiał się.
- Potrzebujesz mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz